Przekroczywszy rubież...

10.12.2007

Image 30 września 2006r. Ciepły jesienny dzień… Prawdziwa złota jesień, taka, jaka zawsze bywa w Armenii, i taka sama, jaka bywa o tej porze roku tysiące kilometrów stąd, w Polsce, w dalekiej Ojczyźnie tych, którzy zebrali się w tym dniu, by uczcić ważną dla nas datę - X-lecie «Polonii» - Związku Polaków w Armenii.

Świątecznie przystrojona sala, scena i foyer Dziecięcego Teatru Lalek, który po raz kolejny przyjmuje u siebie Polaków. Dwa lata temu to tu urządziliśmy święto «Polska Złota Jesień», które swoim ciepłym jesiennym kolorytem, oprawą sceny, sali, swoją przepiękną muzyką, piosenkami, wierszami, lirycznym nastrojem na długo pozostało w pamięci wszystkich obecnych. Dzisiejsze spotkanie ma trochę inny charakter, bardziej uroczysty, można powiedzieć bardziej odpowiedzialny, ponieważ to nieduże sprawozdanie z tego, co zostało zrobione w minionym czasie, z tego, co osiągnęliśmy przez te dziesięć lat, czym możemy się pochwalić, czego nam jeszcze brakuje    i z tego, do czego dążymy i co chcemy osiągnąć...

 

Uroczyście brzmią hymny Polski i Armenii. W takiej chwili, kiedy wsłuchujesz się w słowa i muzykę hymnu, w sercach każdego z nas pojawia się cała gama uczuć - dumy, odpowiedzialności, tęsknot i nadziei. Nadziei na wszystko co dobre, jasne, co powinno ogrzewać duszę każdego człowieka, gdzie by on nie był. Duma ze swojej historii, swojego narodu, za to, że jesteś, i uzmysłowienie sobie tego, jakim powinieneś być. Duma ze swojej historycznej Ojczyzny i z tej, która cię przygarnęła i dała możliwość bycia Obywatelem, Człowiekiem, godnym tego miana. Następnie, jak przystało - małe spojrzenie w przeszłość, od czego wszystko się zaczęło, kim jesteśmy i co robimy dzisiaj.

Później powiedziano mi, że mówiłam bardzo długo, całe 40 minut! A mnie wydawało się, że bardzo krótko, jakieś 15 minut. Dlaczego krótko? Dlatego, że jeszcze o wielu rzeczach pragnęłam powiedzieć tym, którzy przy-szli w ten dzień dzielić z nami nasze święto: o tym, jak dzień po dniu my, Polonusi (lub Poloniści!) poznawaliśmy się wzajemnie, zbliżaliśmy się, uczyliśmy się rozumieć i dzielić radości i smutki, rozumieć i przebaczać, rozumieć i pod-trzymywać na duchu, rozumieć i nie obrażać się. Bo kiedy rozumiesz drugiego człowieka, łatwiej można wygładzić ostre kąty w kontaktach międzyludzkich, łatwiej jest przekonać innych i siebie samego, uznać cudzą prawdę, a swoją zrewidować. W takich organizacjach społecznych jak nasza «Polonia» są różni ludzie: w różnym wieku, o różnej mentalności, ze swoimi przyzwyczajeniami, charakterami i ambicjami, ze swoim osobistym podejściem do różnych problemów, z różnym poziomem samokrytyki, z różnymi motywami i stylami obcowania, komunikatywności. Pomimo wszystko te liczne różnice, choć ważne w kontaktach społecznych, odstępują na drugi plan, ponieważ jesteśmy w jednym jednomyślni: cenna jest dla nas nasza «Polonia», nasz Dom (jak nazywa je wielu), bo tu wciąż czujemy się małą daleką polską rodziną.

I jeszcze o wielu rzeczach nie zdążyłam opowiedzieć, a mianowicie: że nasza «Polonia» może być dumna ze swojej jedności, ze swojej chęci oraz umiejętności współpracować nie tylko we własnym gronie, lecz również z tymi wszystkimi, z którymi w ciągu 10 lat poznaliśmy się i zaprzyjaźniliśmy. To są ci, którzy dzisiaj połączeni w Związki mniejszości narodowych - Grecy, Kurdowie, Jezidy, Rosjanie, Żydzi, Białorusini, Gruzini, Asyryjczycy, Niemcy, Ukraińcy.

I dowodem tego wszystkiego - nasze święto! Wielka sala teatru lalek (300 miejsc) była pełna. W tym radosnym dla nas dniu z nami byli ambasador RP w RA pan Tomasz Knothe z małżonką, konsul RP w Erewaniu pan Przemysław Grabowski z małżonką i synem, pracownicy ambasady, a także ambasador Ukrainy pan Aleksander Bożko, przedstawiciele ambasad Rosji, Gruzji, Białorusi, Grecji. Po powitalnym słowie ambasadora RP w RA pana Tomasza Knothee, witają nas: Doradca Prezydenta RA Przewodniczący Rady Koordynacyjnej do Spraw Mniejszości Narodowych i Religii pan Siergo Jericyan, Dyrektor Departamentu do Spraw Mniejszości Narodowych i Religii przy Radzie Ministrów RA pani Hranusz Charatyan, Rektor Erewańskiego Państwowego Uniwersytetu Lingwistycznego im. W. J. Briusowa prof. Suren Zolyan, Dyrektor szkoły nr 24 im. S. Spandariana pani Świetlaną Jekimbaszyan...

Powitania, gratulacje... Dobre, szczere słowa i życzenia wypowiada «trio» kierownictwa Związku Narodowości Armenii i nasi bliscy przyjaciele - Larisa Rsztuni, Żenia Armiryan, Świetlana Arakielyan, w imieniu rosyjskich związków - Aida Arutiunyan i Jurij Jakowienko (a propos, mój były student!), który przyznał się, że został nauczycielem (a teraz już i dyrektorem słowiańskiej szkoły średniej) dzięki wykładom z pedagogiki. Jak przyjemnie usłyszeć takie słowa z ust swoich byłych studentów i uświadomić sobie, że twoja praca nie znika bez śladu, że ty swoim życiem, swoim zawodem zasiałaś i wychowałaś w nich to co dobre, wieczne…

Wszyscy występujący, w tym przedstawiciele organizacji mniejszości narodowych, wysoko ocenili działalność «Polonii», jej czołową rolę w umacnianiu przyjacielskich stosunków między ludźmi różnych narodowości i tytułowym na-rodem w rozwoju i tworzeniu wzajemnego zrozumienia, tolerantncji, wzajemnego szacunku i poczucia wdzięczności krajowi, w którym wszyscy żyjemy i który każdej nacji stwarza warunki dla rozwijania swojej kultury, języka, religii, tradycji.

Zgadzam się, że 40 minut  to wydaje się długo, lecz trzeba było jeszcze powiedzieć o najważniejszym być może. Myślę, że jednym z naszych zwycięstw, nazwijmy to naszym głównym osiągnięciem, jest to, że do «Poloniii» przyszły i znalazły tu swoje miejsce nasze dzieci. Kiedy dorosłych, znających choćby niewiele o swoich korzeniach, o swoich przodkach, pociągnęło ku «Polonii», gdzie oni mają możliwość o czymś wspomnieć, podzielić się czymś - to jest zrozumiałe. Lecz kiedy dzieci, do tej pory może i nawet nie bardzo zdające sobie sprawę z tego, gdzie znajduje się Polska i kim są Polacy, teraz nie tylko przychodzą do «Polonii», lecz stanowią także bardzo zwartą, przyjazną, wesołą cząstkę naszej wspólnoty - to bardzo cieszy. Dzieci uczą się języka, śpiewają polskie pieśni, oswajają się z polską kulturą, z polskimi tradycjami.

A więc po uroczystej części naszego święta, na scenie pojawia się w polskich strojach narodowych dziecięcy chór «Gwiazdeczka». Rozbrzmiewa hymn «Polonii» - jednocześnie wyraz naszego smutku i wszystkiego, co dobre i święte, nasza duma, nasze „dziecko”, stworzone przez dwie członkinie «Polonii»: muzyka - Liany Pirumowej, słowa - Anahit Hakopian. Następnie dźwięczą wesołe i pełne zapału polskie pieśni.

Apoteozą (jeżeli można wyrazić się tak pompatycznie!) naszego święta stał się «Polonez» (muz. W. Kilara do filmu A. Wajdy «Pan Tadeusz»). W foyer teatru sześć par młodych ludzi uroczyście przechodzi przed nami w czarującym tańcu. Należy podkreślić, że tańczyły nie tylko młode członkinie «Polonii», bowiem do nich dołączyli nasi przyjaciele, przedstawiciele ormiańskich organizacji młodzieżowych, którzy zapragnęli kontynuować naukę polskich tańców. Już nawet wyznaczyli sobie repertuar - mazurka, krakowiak i inne…

Zarówno my jak i nasi goście jeszcze długo nie chcieliśmy się rozchodzić. Oglądaliśmy liczne plakaty, które zapoznawały wszystkich z różnymi okresami działalności «Polonii». Na nich w barwny sposób przedstawiono ciekawe fotografie, rysunki, wesołe szarże i uroczyste momenty spotkania z przedstawicielkami polskich władz: prezydentem Aleksandrem Kwaśniewskim, marszałkiem Senatu Longinem Pastusiakiem, senatorami, znanymi polskimi działaczami, aktorami, dziennikarzami. Jak zawsze, po raz kolejny uwagę przyciągnęła wystawa oryginalnych prac Gurgiena Gadaczika. A nasze czasopismo «Póki my żyjemy» tutaj także znalazło swoich czytelników.

I tak święto udało się! Jak zwykło się mówią o wielkich historycznych okresach, my również mamy prawo powiedzieć, że przekroczywszy granicę, weszliśmy w drugie dziesięciolecie!

Jakim ono będzie? To zależy przede wszystkim od nas. Planów mamy wiele. To aktywizacja i rozszerzenie działalności Uniwersytetu Kultury, stworzenie zespołu polskich tańców - nasze dawne marzenie, to także stworzenie czytelni, gdzie można będzie nie tylko wypożyczać książki, ale również organizować konferencje czytelnicze, klub dyskusyjny, oglądać filmy, polskie programy telewizyjne; to stworzenie komputerowej klasy dla naszych dzieci, by nauczyć ich korzystania z Internetu i dąć możliwość poszerzania swoich horyzontów. I jeszcze wiele, wiele innych…

I chociaż wcześniej zaznaczyłam, że wszystko zależy od nas, to teraz chcę dodać: że nie tylko od nas!

Według mnie mojemu 40 - minutowemu wystąpieniu zabrakło dosłownie 10 minut, by opowiedzieć o naszych planach i zwrócić się jeszcze raz z prośbą: dla ich realizacji potrzeba nam odpowiedniego pomieszczenia! Dusimy się w dwóch maleńkich pokoikach, gdzie po prostu nie ma gdzie się obrócić. Mamy wiele możliwości realizacji naszego marzenia, oprócz jednej: potrzebny nam jest Dom. To stało się dla mnie natrętną myślą, idée fixe jak mówią Francuzi. Nade mną już podśmiewają się: pani Ałła śpi i śni «domek». Rozumiem, że to jest niełatwe, lecz nie tracimy nadziei. I jeżeli w tym roku to się nie udało (chociaż nuty nadziei się pojawiły), to, być może, w przyszłym 2007 roku Polska, Senat Polski usłyszą nas.

Często przychodzą do nas ludzie, którzy chcą stać się członkami «Polonii». To nas cieszy, wzbudza zapał, lecz jednocześnie budzi czujność, ponieważ brak miejsca przeszkadza chęci częstego spotykania się, brania udziału w różnych naszych przedsięwzięciach i po prostu kontaktach.

Optymizm - to zawsze ratunek, a optymizm plus nadzieja, że nas usłyszą, zrozumieją i pomogą rozprostować skrzydła, by nie przerywać naszego przepięknego lotu, dają nam jeszcze więcej sił w naszej niełatwej, lecz jakże pięknej sprawie - czuć się i być Polakami. 

Ałła Kuźmińska