"Spór" Michaiła Lermontowa

Tuesday, 04 December 2007

 

Michaił Lermontow

Z rosyjskiego przełożył Czesław Seniuch

 

SPÓR

Raz w kaukaski dzień ponury,

W gronie siostrzyc - gór

Wdał się Kazbek był z Szat-Górą

W zasadniczy spór

 

„Strzeż się! mówił do Kazbeka

Siwowłosy Szat, –

Zdajesz ty się na człowieka,

Lecz on ci nie brat!

 

Dziś rozkłada swe obozy

Na uskokach skał,

A od rana w twych wąwozach

Topór będzie grzmiał;

 

On żelazną swą łopatę

W twoją wbije pierś

I po skarby twe bogate

W niej wyrąbie perć.

 

Już wpełzają karawany

Aż pod samą grań,

Gdzie kłębiły się tumany

Nad gniazdami kań.

Strzeż się ludzi! Chociaż trudny

Był im pierwszy krok,

Ludzie chytrzy, a Wschód ludny

I groźny jak smok!”

 

„Ja tam Wschodu się nie boję! –

Kazbek hardo rzekł. –

Ludzki ród tam śpi w spokoju

Już dziewiąty wiek.

 

Popatrz: w cieniu pod czynarą

Senny Gruzji syn

Wychlustuje na szalwary

Pianę słodkich win.

 

Tam spowity w dym kalianu

Pod fontanny szum

Drzemie władca Teheranu

Słodkich pełen dum.

 

U podnóźa Jeruzalem,

Gdzie Bóg tworzył raj,

Oniemiały po nim z żalu

Martwy leży kraj.

 

A tam dalej Nil zielony

Chłodząc pustyń żar,

Wokół grobów faraonów

Gasi wieczny skwar.

 

Beduini po najazdach

W chłodnym cieniu szatr

Opiewają, patrząc w gwiazdy,

Chwałę dawnych lat.

 

Wszystko, co me widzą oczy,

Drzemie w słodkim śnie.

Nie, na Wschodzie nie znam mocy,

Która zmoże mnie!”

„Nie przechwalaj się swą mocą! –

Mówił stary Szat. –

Tam w tumanie, na Północy

Zły się zrywa wiatr!”

 

Olbrzym Kazbek zatrwożony

Groźną wieścią był

I w północną mglistą stronę

Wzrok swój gniewny wbił.

 

Tam, ku swemu zaskoczeniu,

Pełen gorzkich dum

Ujrzał dziwne poruszenie,

Trwożny słyszał szum.

 

Od Uralu do Dunaju

Poprzez świata pół

Bagnetami połyskając

Szedł za pułkiem pułk.

 

Białe chwieją się sułtamy

Jak te kłosy zbóż,

Galopują pstre ułany

Gęsty wznosząc kurz;

 

Szeregami bataliony

W zwartym szyku prą,

sztandarami poprzedzone,

Tarabanów grą.

 

Mkną działony i gonitwą

Wyrównują front.

Gdzieś tam dymi, jak przed bitwą,

Zapalony lont.

Na zwycięstwa, na ofiary

Wśród bitewnych burz

Wiedzie ich generał stary,

Posiwiały już.

 

Ciągną armie ponure

Z szumem wielkich wód,

Grozy pełne, niczym chmury,

Wprost na Wschód, na Wschód.

 

Chmurny, rozeźlony srogo,

Pełen przeczuć złych

Kazbek chciał policzyć wrogów,

Lecz nie zliczył ich.

 

Smutnym wzrokiem w krąg potoczył

Na dziesiątki mil,

Potem czapę wbił na oczy

I na wieki zmilkł.