Artykuły
Gruzińskie wino
Gruzińskie wino
24.10.2008 |
|
Jestem wielkim miłośnikiem wina, zwłaszcza gruzińskiego. Poznałem jego smak w dalekiej przeszłości, gdy pojawiłem się w Gruzji po raz pierwszy, w roku 1990. Była to jeszcze epoka zwana sowiecką, i właściwie jeszcze nikt nie przypuszczał, że tak szybko rozpadnie się to monstrum - ZSSR.
Rok 1989. Wilno, jeszcze sowieckie. Jestem u przyjaciół z Ligi Wolności Litwy. Lider organizacji, Antanas Terleckas zaprasza mnie do restauracji na wspólny obiad, tam poznaję Tarieła Gwiniaszwili, gruzińskiego dysydenta. Niecały rok przedtem wyszedł z sowieckiego łagru, odsiedział 5 lat w okolicach Permu. Za antysowiecką działalność i propagandę. Antanas, dysydent litewski przebywał w łagrach sowieckich o wiele dłużej. Przy obiedzie rozmawiamy o współpracy struktur „Solidarności Walczącej” z Ligą Wolności Litwy, oraz organizacji Gruzńskich – Stowarzyszenia Ilii Czawczawadze jak i Partii Republikańskiej Gruzji, które reprezentuje Tarieł. Dzięki temu kontaktowi już w roku 1990 przybywam do Gruzji, którą szczerze pokochałem. Ludzi, przyrodę no i oczywiście wino. Wrzesień 2008. Przez Kijów przylatuję do Tbilisi. Tu jeszcze bardzo ciepło, dla mnie upalnie. Tarieł zaprosił mnie na RTWELI (święto zbioru winogroń i rozpoczęcie kampanii robienia wina). Mimo, że mieszka w Tbilisi, jego korzenie sięgają Kachetii. A samo nazwisko Tarieła – Gwiniaszwili – oznacza tyle, co….. syn wina (w tłumaczeniu dosłownym). Kachetia to prowincja wschodniej Gruzji, kolebka winnej latorośli. Nikt nie pamięta, od kiedy uprawia się tam winogrona, wyrabia wino. Napewno od tysięcy lat….. Jedziemy do rodzinnej wioski Gwiniaszwilich – Buszeti. Odwiedzamy także rodzinę Tarieła w pobliskim Kondoli. Co prawda winogronowe poletko Tarieła jest niewielkie, lecz wino wyprodukowane z niego wystarcza jemu i jego bliskim do następnego winobrania. Paręset litrów wszystkiego, co jest jak na gruzina mizerną ilością. Co przeciętny Polak wie o Gruzji? Jak się okazuje, bardzo mało. Trochę banałów z komunistycznego, propagandowego filmu pt. „Czterej pancerni i pies” (tam aktor Włodzimierz Press grał gruzina), trochę z okresu słynnych rejsów czarnomorskich (wielu Polaków handlowało wtedy dżinsami i innym asortymentem w nabrzeżnych rejonach Gruzji). Czasami na festiwal ziem górskich odbywający się w Zakopanem wpadnie jakiś folklorystyczny zespół Gruziński. I to wszystko. Kto wie naprzykład, że w przedwojennej Polskiej Armii służyło wielu kontraktowych oficerów – emigrantów z Gruzji? Byli i pułkownicy, a nawet generałowie. Po trzyletniej niepodległości państwa Gruzińskiego (1918 – 1921) zdławionej przez bolszewików, wielka rzesza emigracji gruzińskiej ruszyła na Zachód. Część osiedliła się w Polsce.
8 sierpnia 2008 wojska rosyjskie wkroczyły do Gruzji. Najpierw Rosja „broniła” swoich obywateli w Cchinwali przed „ludobójstwem” ze strony Gruzinów (powtórka z sytuacji w Naddniestrzu z początku lat 90 – tych), a nastepnie zajęła część terytorium Gruzji, by „ukarać” Gruzinów i „przymusić ich do pokoju” (!). Ciekawe, że na terytorium niepodległego państwa Gruzińskiego mieszkają obywatele rosyjscy. Tak w Cchinwali, jak i w Abchazji.
Reakcja w Polsce na agresję rosyjską w Gruzji była nadspodziewanie szeroka i jednoznaczna w swej wymowie. Przeważająca część naszego społeczeństwa, jak i większość środków masowego przekazu opowiedziały się po stronie Gruzji. Bezkompromisowa postawa naszego Prezydenta zmobilizowała część państw UE i NATO do zajęcia ostrej pozycji wobec Moskwy. Niemcy i Francja w tej sytuacji nie mogły pozwolić sobie na kolejny gest przywolenia dla Rosyjskiej ekspansji. Wreszcie powiedziano wyraźne STOP. Czy jednak to wystarczy? Dzięki temu konfliktowi (dziwnie to brzmi) Polacy zainteresowali się Gruzińską historią, kulturą i zwyczajami. Codzienne doniesienia mediów ze strefy działań wojennych uzmysłowiły naszym rodakom, gdzie leży Kaukaz, Gruzja i dlaczego region ten jest tak ważny strategicznie. Potrzeba było wojny, by Polacy poznali nieco lepiej Gruzję i Gruzinów…….. paradoks historii. Wino również może stać się ofiarą wojny. W tym wypadku handlowej. Rosja była zawsze dużym odbiorcą gruzińskich win, rosjanie chętnie je pili, zwłaszcza te markowe. Jednakże w ciągu ostatnich dwóch lat po politycznych reperkusjach pomiędzy Rosją a Gruzją, Kreml rozpoczął bojkot Gruzińskiego wina, co doprowadziło do sporych trudności ekonomicznych państwa Gruzińskiego. Gruzja szuka nowych rynków, wychodzi na nowe obszary ekonomiczne. Gruzińskie wino nie ustępuje winom francuskim, włoskim, hiszpańskim czy portugalskim. Przede wszystkim jest ekologicznie czyste, wytwarzane bez przyśpieszeń technologicznych. Mam wielką nadzieję, że i w Polsce gruzińskie wino znajdzie stałe miejsce wśród innych trunków europejskich. Uczestniczyłem w całym procesie Trweli, od zbioru winogron, do rozpoczęcia fermentacji i oddzielenia soku od miazgi. Miałem więc prawo do zasiadania przy gruzińskim stole na równi z innymi ciężko pracującymi winiarzami Kachetynskimi. Długie toasty, tradycyjne dania, i dużo, dużo wina. Oraz chęć zapomnienia o niedawnych wydarzeniach wojennych. Ludzie chcą żyć i pracować w pokoju. Tbilisi, wrzesień 2008 Fotki poglądowe 1. autor przy zbiorze winogron |


autor: Piotr Hlebowicz, organizacja „Solidarność Walcząca”.
I nikt też nie zdawał sobie sprawy z tego, jakie niespodzianki postsowiecka przestrzeń przygotuje w latach przyszłych. Już wtedy przygotowany został Karabach, Naddniestrze, Prigorodnyj Rejon Władykaukazu, Abchazja i Cchinwali (zwane też błędnie Osetią Południową). Perfidna polityka ZSSR a potem Rosji z całą bezwzględnością planowała i przygotowywała etniczne prowokacje na terenie całego rozpadającego się imperium zła. Nie udało się z Litwą, Łotwą i Estonią. To były wielkie porażki Moskwy w dziedzinie etnicznej. Niestety, etniczne konflikty przy pomocy Kremla weszły do stałego repertuaru na terytoriach Gruzińskim, Mołdawskim, Ormiańskim i Azerskim.

Termin zbioru i przetwarzania winogron na miazgę związany jest ściśle z kalendarzem księżycowym. Inaczej wino wyjdzie niezbyt udane. Tarieł przestrzega wszelkich procedur. Po zebraniu urodzaju winogrona przepuszczane są przez specjalną „wyrzymaczkę” wprost do wielkiej amfory, wkopanej w ziemi. Tam rozpoczyna się fermentacja, codziennie należy dokładnie przemieszać pieniącą się masę kilkakrotnie. Fermentacja wina w wielkich glinianych amforach – to pozostałość po antycznych Grekach, którzy mieli ówczas w Kolchidzie duże wpływy polityczne, kulturalne i handlowe. Archeologiczne odkrywki pokazują wielość kultur tego regionu. Można tutaj znaleźć wpływy Perskie, Greckie, Rzymskie, Arabskie a nawet….. starożytnego Egiptu. Po 10-12 dniach fermentacji, sok oddzielony jest od miazgi na tyle, by wydobyć go już z amfory i przelać do oddzielnych naczyć do dalszej fermentacji. Niektórzy używają do tego celu beczek dębowych, inni dużych szklanych balonów. Pozostała po oddzieleniu miazga fermentuje dalej, potem przerabia się ją na mocny alkohol zwany czaczą (powyżej 60 % i więcej). Pracujące wino należy przelewać jeszcze parokrotnie (minimum 6-7 razy), ostatni raz w czasie kwitnienia winogron, wczesną wiosną. Jak twierdzi Tarieł, im częściej wino zostanie przelane, tym lepszą jakość osiągnie, gdyż wino jest żywym organizmem. Musi więc być traktowane z należytym szacunkiem. 
Patrzeć tylko, gdy Miedwiediew z Putinem ratować będą swych obywateli na Krymie i na Wschodniej Ukrainie – przecież już ponad 100 tysięcy rosyjskich paszportów (wraz z rosyjskim obywatelstwem) zostało wydanych ludności prorosyjskiej, zamieszkującej Krym i wschodnie rubieże Ukrainy. Oczywiscie wszystko odbywa się cichcem, gdyż prawodawstwo Ukraińskie zabrania posiadania podwójnego obywatelstwa. I tak jesteśmy świadkami przygotowywania następnej wielkiej prowokacji etnicznej. Krym z Sewastopolem jest dla Rosji niezwykle łakomym, strategicznym kąskiem. Gruzja była tylko próbnikiem, swego rodzaju sondą na reakcję społeczności międzynarodowej. 








Эксклюзивное интервью “Зеркала”



Танец с саблями! 
